Media i marketing – raport

Siedem mitów rynku pracy

autor: Mirosław Skowron, 22 listopada 2008

Marketing to dla wielu młodych ludzi wciąż wymarzona ścieżka kariery. Cenią sobie kreatywność branży, wysokie zarobki, szansę na szybki rozwój i karierę. Ich nadzieje podbudowują dane mówiące, że w porównaniu z innymi dziafami w firmie właśnie dział marketingu zapewnia najlepsze dochody.

Według badań Advisory Group Test HR marketingowcy ze średnią płacą przekraczającą 8 tys. zł wyprzedzają działy finansów, a nawet informatyki. Średnie zarobki w polskich oddziałach zachodnich firm przekraczają nawet 9,4 tys. zł (w krajowych 7,3 tys.).
– Tę wysoką pozycję wyznaczają dwa czynniki. Po pierwsze, od marketingu niejednokrotnie zależy sukces firmy, a więc jej zysk. Po drugie, do średniej wlicza się wszystkie rodzaje stanowisk. W marketingu pracuje więcej specjalistów, nie ma stanowisk fizycznych, które zaniżałyby średnią – mówi Dominika Mamro, specjalista ds. marketingu i PR w Test.

Mit 1. Jesteśmy w tyle
Czy nadzieje pracowników przekładają się na jakość, której spodziewają się po nich pracodawcy? Z opinii ekspertów, szefów działów i agencji wyłania się zaskakująco dobry obraz polskiego marketingu. Zarówno młodzi, jak i doświadczeni pracownicy nie odstają poziomem od zachodnich kolegów.
– Minusy mogą wynikać z braku tradycji bądź świeżości doświadczeń. Niwelujemy to większą zdolnością adapracji i kreatywnością. Znajdujemy wyjście z problemów, które kolegów z Zachodu zaskakują bardziej niż nas – mówi Bohdan Pawłowicz, prezes zarządu firmy brandingowej Aart Design.
Powszechne jest przekonanie, że kondycja polskiego marketingu jest lepsza niż reklamy, PR bądź mediów. Zwłaszcza na polu zarządzania bądź komunikacji. Co więcej, od lat mamy do czynienia z tendencją wzrostową.
– Ludzie, którzy przychodzą dziś do pracy, są o wiele lepiej przygotowani niż kilka lat temu. Karierę zawodową wiążą właśnie z marketingiem, a jeszcze do niedawna dla wielu był to jedynie przejściowy etap – podkreśla Maria Bnińska, dyrektor marketingu Ernst & Young na Europę Środkową i Południową. Podobny obraz kreują headhunterzy, którzy przyznają, że firmy są zazwyczaj zadowolone z wyników ich pracy. W przypadku agencji reklamowych bądź domów mediowych zdarza się to znacznie rzadziej. Marketingowcy zyskują też uznanie w oczach międzynarodowych koncernów, które coraz częściej wysyłają ich na nowe rynki, bądź awansują do centrali firmy.
– Jakość kadr jest coraz wyższa. Wiązałbym to przede wszystkim z ustabilizowaniem i okrzepnięciem rynku. Zniknęły marki słabe, umocniła się rola liderów – podkreśla Krzyszrof Kłapa, dyrektor korporacyjny McDonald’s Polska.

Mit 2. Szkolnictwo a rynek pracy
Na kondycję polskiego marketingu nie ma większego wpływu to, że wyższe uczelnie nie odpowiadają na nowe trendy marketingowe i wyzwania rynku. Uczelnie nie nadążają za potrzebami marketerów, ale stało się to już normą, z którą nauczono się żyć.
– Dyplom stanowi potwierdzenie pewnego wstępnego poziomu kandydata. Oczywiście ktoś po marketingu na warszawskiej SGH ma na starcie lepszą sytuację niż absolwent małej, prywatnej uczelni. Po pewnym czasie te różnice się zacierają – mówi Katarzyna Borowczyk, starszy konsultant Digram SA.
Najważniejsze jest doświadczenie zdobywane w pracy, a przydarność do zawodu weryfikuje rynek. Im wyższe stanowisko i większa firma, tym odsiew i weryfikacja są większe.
– Jakość pracowników wymusza rozwój rynku konsumenckiego. Ludzie którzy do nas trafiają, prezentują bardzo dobry poziom i nie mają powodów do żadnych kompleksów. To inteligentni, profesjonalni i wykwalifikowani pracownicy, którym brakuje jedynie doświadczenia życiowego – mówi Paweł Kwiatkowski, dyrektor ds. korporacyjnych Kompanii Piwowarskiej. W opinii pracodawców znacznie częściej niż przed lary młodzi ludzie stawiają na samoedukację, wiedząc, że sam uniwersytet już nie wystarczy.
– Moja szkoła średnia i studia przypadały na okres stanu wojennego. Lata 90 to był czas adaptacji do nowej rzeczywistości. Dzisiejsza generacja rozumie potrzebę kariery, wyzwań, jest nastawiona na cel. Są świadomi, ile trzeba poświęcić i wypracować. Niektórzy zaczynają nad tym pracować już w liceum – mówi Bohdan Pawłowicz.

Mit 3. Żądania młodych psują rynek
Marketing to nie branża budowlana bądź hydrauliczna. Drenaż pracowników związany z otwarciem zachodnich rynków był tu niewielki. Problemy ze znalezieniem doświadczonych pracowników wywołał raczej stabilny wzrost gospodarczy i rozwój firm. Ci, którzy zdecydowali się odpowiedzieć na oferty pracodawców, dość szybko wyczuli, że teraz mogą żądać więcej.
– Rynek pracy stał się rynkiem pracownika. Ci najlepsi mają dziś naprawdę wielki wybór. Wiele firm musi zadowalać się pracownikami z niższej półki. Wielu musiało przepłacać – twierdzi Katarzyna Borowczyk.
Wychowani w nowej rzeczywistości, rozpieszczeni przez headhunterów i lata prosperity młodsi pracownicy stawiają coraz wyższe wymagania. To ogólny trend – absolwenci cenią się wyżej niż ich koledzy sprzed lat. Z badań firmy Hays Poland wynika, że świeżo rekrutowani pracownicy mogli spodziewać się wyższych stawek niż ich koledzy z długoletnim stażem.
– Ta zaskakująca okoliczność wynika z woli pracodawcy i, choć rzadziej, starań samych zatrudnionych. Jeżeli pracownik upomni się o podwyżkę, to jest szansa, że ją dostanie. Jeżeli milczy, oznacza to, że jest zadowolony z warunków pracy – uważa Ewelina Kitlińska, regional marketing manager CEE Hays Poland. Co ciekawe, sami pracodawcy nie odbierają tej sytuacji jako zagrożenia, którego nie można opanować. Nie widzą też możliwości zepsucia rynku bądź branży.
– Te żądania, pewna rynkowa bezczelność, to przywilej młodości. Dzisiejsi młodzi mają świadomość podstaw marketingu, wiedzą, jak ważne jest kreowanie wizerunku, i sami się kreują. Wszystko weryfikuje rynkowa rzeczywistość. Młodych jest wystarczająco wielu, by nie ulegać żądaniom na starcie – uważa Bohdan Pawłowicz.
Wydaje się jednak, że sytuacja nadmiernych żądań jest tymczasowa. Poza tym w dużych koncernach działy marketingu są dość stabilne i aż taka rotacja ich nie dotyka. Wzrost żądań i zarobków wiąże się przede wszystkim ze wzrostem gospodarzym i wzrostem budżetów.

[…]
Pełna treść artykułu dostepna u Wydawcy.